Moje trasy Weekendowe wypady

Czerwone Wierchy – nasza pierwsza wyprawa w Tatry

Tatry

Mój pierwszy wypad w Tatry od … hmm… 15 – 20 lat ?! Jak to brzmi strasznie 😀 . Ale to prawda, ostatnim razem byłam w tamtych rejonach jeszcze w liceum, a ponowną przygodę z Tatrami zaczynamy od wędrówki na Czerwone Wierchy.

Wyjazd w Tatry na Czerwone Wierchy planowaliśmy już od paru miesięcy. I jak to u nas bywa, my swoje planujemy, a życie nam te plany weryfikuje. Z powodu koronawirusa niestety byłam zmuszona odwołać rezerwację w Zakopanym i z wyjazdu wyszły nici. Co gorsza widząc, jak sytuacja się rozwija planowaliśmy wyjazd w góry dopiero we wrześniu. Więc wizja zobaczenia naszych gór była delikatnie pisząc mocno odległa.

Na szczęście jesteśmy dość spontanicznymi osobami i tak pewnego wieczoru padło hasło: “A może by tak rzucić wszystko i pojechać w Tatry ? ” 😀 . Trasa, która chcieliśmy przejść była już od dobrych paru tygodniu opracowana więc pozostało nam jedynie spakować plecaki i ruszyć w drogę.

Plan był ambitny. Chcieliśmy w jeden dzień pojechać w Tatry, przejść 14 km trasę i tego samego dnia wrócić. Z domu do celu podróży mamy ok. 3,5 -4 godziny jazdy samochodem w jedną stronę. Trochę się obawiałam czy damy radę… . Ale byliśmy już tak napaleni na ten wyjazd, że nikt by nas nie zatrzymał 😀 .

Plan zakładał przyjazd na parking najpóźniej o 10.00. Oczywiście dotarliśmy dopiero godzinę później i to z małymi problemami. Ale grunt, że dotarliśmy i byliśmy gotowi na naszą tatrzańska przygodę 😉 . Przez przypadek znaleźliśmy parking (20 zł za dobę), z którego do wejścia na szlak mieliśmy tylko 5 minut drogi 🙂 . Tak więc w drogę ruszyliśmy z uśmiechami na twarzy o 11.00 z minutami.

Gronik -> Przysłop Miętusi

Start mieliśmy w Groniku, gdzie przy wejściu na szlak znajduje się kasa. Obecnie koszt wejścia na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego wynosi 6 zł/os. Początek naszej trasy (szlak niebieski i żółty) biegnie łagodnym, szerokim taktem. Ot taka spacerowa ścieżka dla niedzielnych piechurów 😉 .

Po około 1,3 km takiej łagodnej trasy, na rozwidleniu szlaku niebieskiego i żółtego, odbijamy na Przysłop Miętusi, gdzie od tego momentu trzymamy się już niebieskiego szlaku, aż do samego Kobylarza.

Tutaj ścieżka pnie już się dość stromo w górę. Wchodzimy w gęsty las, gdzie każdy z nas skupia się na czymś innym 😀 . Ja na wypatrywaniu niedźwiedzi, a mój luby na łapaniu oddechu. Jedyne co za sobą słyszałam to “to nie są Beskidy … “.

Po niecałym kilometrze jesteśmy już na Przysłopie Miętusim ( 1187 m n.p.m.) gdzie robimy pierwszy odpoczynek na yerba mate i słuchamy relacji turystów ze spotkania z niedźwiedziem 😉 . Ehhh te miśki przerażają mnie …

Przy okazji zdradziliśmy im plan naszej pierwszej trasy w Tatrach, a po ich minie wywnioskowaliśmy, że trochę porywamy się z motyką na słońce 😉 . Mimo to postanawiamy kontynuować naszą wędrówkę i po krótkim odpoczynku ruszamy już pełni werwy w kierunku Kobylarza. Nawet mały incydent z zepsutym zamkiem w plecaku nie był w stanie nas powstrzymać 😉 . Bo jak nie my damy radę to kto ?! ?

Przysłop Miętusi i czas na yerba mate 😀

Przysłop Miętusi -> Kobylarzowy Żleb

Od Przysłopu Miętusiego, przez Kobylarzowy Żleb, aż do samego Małołączniaka idziemy cały czas niebieskim szlakiem. Pierwszy etap tego odcinak wiedzie przez las, wąską i kamienistą drogą. Po deszczu jest bardzo ślisko, a momentami kamienie są pokryte błotem, które dodatkowo utrudnia przejście. My jako początkujący tatromaniacy szliśmy tam baaaardzo powoli i ostrożnie 😀 .

Odcinek ten ma ok. 2 km i nie powinien sprawić większej trudności nawet początkującym turystom. Po prostu należy być ostrożnym i tyle.

Podczas marszu pokazuje nam się już powoli piękno Tatr 😀 . Pierwsze nagie skały wyłaniają się między drzewami. Coś wspaniałego … Byliśmy zachwyceni i nawet burzowe pomruki z daleka nie były w stanie nas zatrzymać.

Widok ze szlaku

Jednak najciekawsza część trasy dopiero przed nami 🙂 . Z niecierpliwością czekaliśmy, aż wyjdziemy z lasu i pójdziemy przez Kobylarzowy Żleb. A widok jaki nam się wyłonił, będę pamiętała do końca życia ❤️️.

Kobylarzowy Żleb i łańcuchy

Ten odcinek miał być dla nas tego dnia najtrudniejszy ale zarazem i najciekawszy … . Najpierw ostre podejście w górę (które jednak okazało się nie takie ostre jak odcinek za łańcuchami ? ), następnie krótki odcinek z łańcuchami (ok. 10 m) i jako wisienka na torcie, strome wejście w górę, które dało niemiłosiernie popalić moim nogom 😉 .

Tek krótki odcinek z łańcuchami był dla mnie dużym przeżyciem. W pewnym momencie nie wiedziałam gdzie mam położyć nogę i jedyne co podsuwała mi moja wredna wyobraźnia to jak lecę w dół. Ale wystarczyło jedno spojrzenie na chłopaka, który czekał aż w końcu ruszę moje cztery litery w górę żebym się opamięta i nie robiła scen 😉 . Jednak przyznam się bez bicia, że jak już się wdrapałam po tych nieszczęsnych łańcuchach, nogi i ręce mi drżały, bynajmniej nie z wysiłku ??? .

Ale tak prawdę mówiąc, już po ochłonięciu stwierdziłam, że ten odcinek nie był aż tak straszny. Natomiast nie polecam go osobom, które mają skłonność do panikowania z byle powodu 😀 .

Kobylarzowy Żleb -> Małołączniak

Kolejnym etapem naszej wędrówki była już prosta trasa na Małołączniak. Po drodze zrobiliśmy sobie mały przystanek na yerba mate z widokiem na Giewont. Pozwoliło nam to zebrać siły po ostrym podejściu w Kobylarzowym Żlebie. Teraz przed nami miała być tylko lekka wędrówka, troszkę w górę, nic a nic nie wymagająca 😀 . Och nasza naiwności …

Technicznie ten odcinek jest prosty ale … idziemy, idziemy i końca nie widać … Przynajmniej dwa razy wydawało nam się, że to już szczyt. Powoli zaczynają się problemy z oddychaniem, no i nie ukrywam, że wcześniejszy odpoczynek troszkę nas rozleniwił i trzeba było na nowo zmotywować nogi do pracy. Ale daliśmy radę, a widoki z Małołączniaka były tak cudowne, że szybko zapomnieliśmy o zmęczeniu.

Małołączniak -> Kopa Kondracka

Zejście z Małołączniaka jest początkowo strome ale nie przysporzy większych trudności. Schodzimy trochę w dół, by za chwilę znowu wchodzić pod górę 😀 . Jak to w górach …

Trasa z Małołączniaka na Kopę Kondracką jest przepiękna. Idziemy Małołącką Przełęczą (szlak czerwony, ok. 1 km) i podziwiamy majestat gór. A po drodze spotykamy górskie kozice 😀 . Widać oswojone z widokiem ciekawskich turystów. Dały się sfotografować i cierpliwie znosiły zainteresowanie 😉 .

Nie zdążyliśmy nacieszyć się tymi pięknymi tatrzańskimi widokami, a już jesteśmy na Kopie Kondrackiej (2005 m n.p.m.). Tutaj niestety tez nie było dane nam nacieszyć się widokami, ponieważ na horyzoncie pojawiła się wielka, ciemna chmura zwiastująca nieuchronną burzę 😉 . Tak więc z Kopy Kondrackiej dostaliśmy takiego kopa w dół, że w pewnym momencie zgubiliśmy szlak.

Od Kopy kierowaliśmy się już żółtym szlakiem w kierunku Doliny Małej Łąki. Trasa biegła momentami ostro w dół po kamieniach mniejszych i większych. Tutaj trzeba było mocno uważać gdzie stawiamy stopy, żeby nie potknąć się i nie runąć w dół 😉 .

Zejście ze szlaku

I tak schodząc z prędkością nieadekwatną do naszych umiejętności i ze strachem, że nie zdążymy przed burzą zejść na tyle nisko by znaleźć schronienie, w pewnym momencie zorientowaliśmy się, że coś na tym szlaku za cicho i zbyt pusto i jakoś tak brak żółtych oznaczeń … . Jednym słowem coś tu mocno nie gra.

W tym momencie naprawdę się zestresowałam. Dla nas była to trasa mocno wymagająca. Po pierwsze byliśmy zmęczeni podróżą, po drugie nasze organizmy nie są przyzwyczajone do wędrówki na takich przewyższeniach, a po trzecie miejsce w którym się znaleźliśmy było całe w małych, ciągle uciekających nam spod nóg kamieni, po których najpierw w dół a następnie w górę szło się naprawdę strasznie.

Ale grunt to zachować zimną krew 😉 . Szybki rekonesans gdzie jesteśmy i decyzja, że wracamy na górę i szukamy właściwego szlaku. Na szczęście dość szybko doszliśmy do właściwego miejsca i już teraz spokojniej i uważniej kierowaliśmy się żółtym szlakiem na dół.

Dla nas nauczka – trzeba być w górach uważnym. Należy zwracać uwagę nie tylko gdzie stawiamy stopę ale też czy ją stawiamy na szlaku ? .

Z ulgą przywitałam przepiękną Dolinę Małej Łąki, która w tamtym momencie wydała mi się jak bezpieczna ostoja zbłąkanych turystów 😉 .

Dolina Małej Łąki
Dolina Małej Łąki

Przebieg trasy – szybkie podsumowanie

Pierwszy etap: Gronik 938 m n.p.m. (kasa TPN) -> kierunek Przysłop Miętusi (szlak niebieski/ żółty). Po ok. 1,3 km mamy rozwidlenie szlaków (1044 m n.p.m.). My odbijamy na ten niebieski i pniemy się w górę do Przysłopu Miętusiego (niecały kilometr).

Drugi etap: Przysłop Miętusi 1188 m n.p.m. -> Kobylarzowy Żleb 1423 m n.p.m. . Idziemy cały czas szlakiem niebieskim. Wąska, kamienista ścieżka. Po deszczu uważać na śliskie kamienie oraz błoto. Trasa ta wiedzie, przez ok. 2,3 km.

Trzeci etap: Kobylarzowy Żleb . Najpierw ostre podejście w górę, aż docieramy do łańcuchów (łańcuchy są na odcinku ok. 10 m – tak na oko 😉 ). Odcinek z łańcuchami był dla mnie wymagający. Idąc tak jak my, czyli od dołu, należy uważać dodatkowo na spadające kamienie, które czasem schodzący turyści strącają. Po przejściu odcinka z łańcuchami mamy mocno strome podejście w górę (nie dla osób z lękiem wysokości, szczególnie jeśli tę trasę robią w drugą stronę). Odcinek mocno dający popalić udom 😀 .

Czwarty etap: Kobylarzowy Żleb -> Małołączniak 2096 m n.p.m. – nadal trzymamy się niebieskiego szlaku. Technicznie bardzo prosty odcinek ale rozciągnięty na ok. kilometr ciągnie się niemiłosiernie. I wieje tak, że głowę urywa 😉 .

Piąty etap: Małołączniak -> Kopa Kondracka 2005 m n.p.m. – idziemy szlakiem czerwonym. Przyjemna ścieżka ani specjalnie stroma, ani zbyt płaska. Piękne widoki umilają marsz. Trasa ma ok. kilometra.

Szósty etap: Kopa Kondracka -> Kondracka Przełęcz 1725 m n.p.m. -> Dolina Małej Łąki 1163 m n.p.m. (szlak żółty). Ścieżka w 90% kamienista. Miejscami mocno stromo. Trasa ta wynosi ok. 4,5 km.

Mapa naszej trasy

Gronik -> Przysłop Miętusi -> Kobylarzowy Żleb-> Małołączniak -> Kopa Kondracka -> Kondracka Przelęcz -> Dolina Małej Łąki

Gdyby ktoś się zastanawiał nad wybraniem tej trasy na swój “pierwszy raz” to powiem, że da się ! Ale… jeżeli jesteś osobą, która większość swojego czasu spędza przed monitorem i raczej stronisz od ruchu to lepiej zacznij od czegoś mimo wszystko mniej wymagającego 😉 . Pamiętaj, że w górach przede wszystkim zdrowy rozsądek.

Ja po tej wędrówce czuję duży niedosyt i już nie mogę się doczekać kiedy tam wrócę ❤️️ .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *