Moje trasy Weekendowe wypady

Beskid Śląski – propozycja na weekend

Magura

Beskid Śląski mam raptem 2 godziny jazdy i jako dziecko często jeździłam z rodzicami do Ustronia. Stąd też mam wspaniałe wspomnienia z tego okresu. Tak więc te góry zajmują w moim sercu szczególne miejsce ❤️️ .

Ostatnio wybrałam się z moją drugą połówką do Bielska Białej, by stamtąd “zaatakować” Beskid Śląski 😀 . Po ponad miesiącu siedzenia w “zamknięciu” w domu łaknęliśmy świeżego powietrza. Więc jak tylko beskidzkie szlaki zostały otwarte nie było mocnego, który mógłby nas zatrzymać 😀 .

Pierwszy przystanek
Dębowiec 525 m n.p.m.

Startowaliśmy z pod Dębowca, gdzie znajduje się urocza kaplica. Niestety była zamknięta, tak więc mogę Wam pokazać tylko ją z zewnątrz 🙂 .

Z Dębowca skierowaliśmy się w kierunku szczytu Szyndzielni. Prowadzą do niego dwa szlaki:

  • zielony – nieco bardziej strony ale za to krótszy,
  • czerwony – szeroki i łagodny trakt, ale nieco dłuższy.

Momentami czuliśmy się jak na planie Władcy Pierścienia 😀 . Szczególnie jak wiatr zawiewał liście przed nami. Bajka !

Jeżeli idziecie ze starszą osobą lepiej wybierzcie szlak czerwony, natomiast jeżeli szukacie nieco trudniejszych podejść i chcecie “poczuć” jak pracują nogi to polecam zielony 😀 .

Beskid Śląski nie jest trudnym terenem. I to właśnie jest wspaniałe 🙂 . Trasy nie są wymagające i nawet dla nie wprawionych piechurów znajdzie się opcja do pokonania.

Nam maszerowało się całkiem przyjemnie 🙂 . A muszę nadmienić, że od prawie 2 miesięcy mamy przerwę w bieganiu. Tak więc kondycja nie jest w szczytowej formie 😉 . Niemniej jednak szansa wyrwania się z tego całego koronowirusowego szaleństwa do Beskidy Śląskiego było dla nas jak 6 w totka 😀 .

Słoneczko przygrzewa, ptaszki śpiewają … Żyć nie umierać 😀 . Mamy przełom kwietnia i maja więc właśnie teraz wszystko kwitnie. Bajka ? .
Pomimo ciągłego widoku turystów w maseczkach i tak odczuwaliśmy atmosferę relaksu i beztroski.

Niestety większość turystów nie zachowywała odstępów, a maseczki miało może z 60% mijanych nas osób.

Mam nadzieje, że nic nie załapaliśmy tam 😉 .

Schroniska na Szyndzielni i Klimczoku są otwarte ale serwują tylko dania i napoje na wynos. To i tak dużo dla strudzonych wędrowców górskich 😉 .

Drugi przystanek
Szyndzielnia 1026 m n.p.m.

Do schroniska PTTK Szyndzielnia dotarliśmy jak na skrzydłach. Niczym górskie kozice 😉 . Schronisko znajduje się na wysokości 1002 m n.p.m. Ale uwaga uwaga …… to nie jest jeszcze szczyt Szyndzielni 😀 . Na szczyt trzeba pofatygować się jeszcze parę metrów wyżej 😉 . Tam piwa nie dają więc część osób nie dociera 😀 .

My natomiast szukając ciszy i spokoju pogalopowaliśmy dalej ku szczytowi Szyndzielni, który znajduje się na 1026 m n.p.m.
Szybka forteczka i dalej … na Klimczok !!!! W końcu prawdziwi z nas górscy wędrowcy ? .

Trzeci przystanek
Klimczok 1117 m n.p.m.

Ze szczytu Szyndzielni już tylko “rzut beretem” na Klimczok. Poszliśmy szlakiem czerwonym, a następnie żółtym. Jest to trasa łagodniejsza.
Można również nadłożyć trochę drogi i wejść na szczyt Klimczoka od strony siodła Klimczok. Tam jest o wiele stromiej 😀 . Małe wyzwanie – ale to już na następny raz.

Po znalezieniu się w siodle Klimczoka strasznie nas wywiało 😀 . Było na tyle zimno, że wyciągnęłam rękawiczki. Pewnie jako jedyna … ale co tam. Jak już je spakowałam do plecaka to szkoda żebym ich nie wykorzystała. Tak więc pokonaliśmy szybko przejście obok schroniska PTTK Klimczok i pognaliśmy w stronę Magury.

Czwarty przystanek
Magura 1109 m n.p.m.

Celem naszej wędrówki były ruiny starego schroniska Magura “kąpielisko”, których oczywiście nie znaleźliśmy. Gapy z nas i tyle 😉 . Ale to jeszcze nic… idąc szlakiem czerwonym w kierunku Magura “kąpielisko” mieliśmy po drodze mijać szczyt Magury. I co ? Doszliśmy do celu naszej wędrówki, a szczytu ani widu ani słychu ….

Szczyt oczywiście był cały czas na swoim miejscu. Cichutko i skromniutko czekał, aż zostanie przez nas dostrzeżony 🙂 .
Tak więc dopiero w drodze powrotnej (kierunek Klimczok – Szyndzielnia – Dębowiec) przez przypadek zauważyliśmy drzewo z tabliczką : Magura 1109 m n.p.m. Wokoło cisza, spokój i stary las… niesamowite miejsce z niesamowitą atmosferą. Można przeoczyć ….

Cała nasza trasa wyniosła prawie 18 km i zabrała nam ok. 6 godzin. Ale był to wspaniały spacer i mega bomba tlenowa dla naszych mózgów 😉 .
Poniżej znajdziecie plan naszej wędrówki 🙂 .

Na jednodniowy szybki wypad bardzo fajna opcja.
Polecam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *